Sakwy vol. II dzień 9

11 Lipca 2016r. Hańcza –> Wigry

Opuszczamy krystalicznie czyste brzegi jeziora Hańcza i wracamy na trasę Green Velo. Wcześniej jeszcze zbaczamy na chwilę z drogi przyciągnięci przez tajemniczy znak "Głazowisko Bachanowo nad Hańczą", które okazuje się fragmentem łąki pokrytej wieloma głazami (około 10 000 sztuk) o obwodzie nawet do 8 metrów!

Głazy położone są na kilku "tarasach", tak więc aby obejrzeć całość trzeba najpierw przespacerować się stromą ścieżką w dół, a potem z kolei czeka nas wspinaczka z powrotem. Głazy przywiózł nam w prezencie lodowiec aż z dalekiej Skandynawii. Spora ich ilość leży w korycie rzeki Hańczy.

Stosunkowo niedaleko czeka nas kolejna wspinaczka na punkt widokowy w Turtulu - 231 m n.p.m. z którego dostrzegamy staw turtulski oraz kawałek przełomu Czarnej Hańczy. Na dole, koło pozostałości po starym młynie wodnym znajdujemy stację rowerową z narzędziami i pompką z manometrem z której chętnie korzystamy (i dobrze robimy, bo "na oko" to chłop w szpitalu zmarł, a precyzyjne urządzenie jasno stwierdziło, że naszym oponkom należało się już podpompowanie).

Dzisiejszy dzień był pod znakiem punktów widokowych. Udało nam się bowiem jeszcze odwiedzić "Amfiteatr Wodziłkowski", czyli platformę widokową, z której rozciągał się widok na zagłębienie Szeszupy, czyli wytopiskowe jezioro Linówek o powierzchni nieco ponad 3ha. Powstało ono wskutek topnienia bryły oddzielonego kawałka lądolodu. Jak by nie powstało, widok piękny.

Staraliśmy się omijać większe aglomeracje miejskie, niemniej po pierwsze trasa prowadziła nas przez Suwałki, po drugie mieliśmy nadzieję na uzupełnienie mojej pękniętej szprychy (okazały się płonne), a po trzecie w drugim rowerze coś niedobrego zaczęło się dziać z kasetą (mieliśmy nadzieję, że to nie bębenek piasty - to by nas ugotowało na dobre).

Sklepów rowerowych z prawdziwego zdarzenia niestety w Suwałkach jak na lekarstwo, albo nie potrafiliśmy takiego znaleźć. Znaleźliśmy jakiś sklep motoryzacyjno-rowerowy, gdzie udało się wymienić kasetę i łańcuch i drugim rowerze (ceny spoooro wyższe niż w Warszawie), niemniej koło ze szprychą musiało jakoś dotrwać do końca w takim stanie jak było.

Tuż za Suwałkami nad jeziorem Wigry w Cimochowiźnie znajdujemy bardzo przyjemny nocleg w agroturystyce, z widokiem na klasztor na Wigrach. Okazuje się, że nasi gospodarze zajmują się wyrobem "wióra" stosowanego w okolicy pokrycia dachów. 

 

Z balkonu naszego pokoju widzimy całe Wigry i klasztor odbijający się w spokojnej wodzie, a popołudniowy deszcz w połączeniu z promieniami zachodzącego słońca dodają nam atrakcję w postaci tęczy. Rewelacja 🙂

Mieszkamy na cyplu przy ujściu jeziora Leszczewek Do jeziora Wigry, a pogoda dopisuje na tyle, że tego dnia zaliczamy jeszcze kąpiel w Leszczewku.

To przedostatni tak ładny dzień. Można powiedzieć, że udało nam się załapać z naszym wyjazdem na jeden z ostatnich dłuższych okresów ładnej pogody.

GALERIA

Comments are Disabled