Sakwy vol. II dzień 6

08 Lipca 2016r Przystań – Kanał Mazurski – Przystań

Przyjemna sprawa budzić się rano w mikro - domku który mamy tylko dla siebie, a zamiast natarczywych odgłosów miasta słyszeć senny szum deszczu na liściach drzewa wiśniowego za oknem. Gorąca kawa i kanapki z mielonką z puszki którymi na codzień byśmy pogardzili też smakują jakoś inaczej. Na wyjeździe nie nosimy zegarków, możemy sobie spokojnie posiedzieć przy chybotliwym stoliku pokrytym prześwitującą ceratą i patrzeć jak robi się coraz jaśniej bo wiatr przegania ciężkie od deszczu chmury i planować kolejny dzień.

Jechać nam się nie chce w taką pogodę. Nikt na nas nie czeka przestępując z nogi na nogę, nie mamy zaklepanego pobytu w drogim hotelu który mógłby nam przepaść (o zgrozo!),  nie ma też żadnego trenera który by nas do czegokolwiek zmusił 🙂

Kusi nas za to informacja z jednego z folderów które znajdujemy na starym, wysłużonym telewizorze kineskopowym o znajdujących się w pobliżu bunkrach i Kanale Mazurskim. Decyzja zapada więc, że dziś dajemy tyłkom odpocząć i idziemy z buta.

Bunkry zastajemy w całkiem przyzwoitym stanie, tylko większość drzwi i potężnych, stalowych zawiasów została już oczywiście rozkradziona.

W ciemnych otworach na karabiny maszynowe czają się wielkie pająki, mech skutecznie zawłaszcza wielkie bryły ukrywając je przed światem. Bardzo ciekawą sprawą jest tynk pokrywający ściany zewnętrzne - przypomina zmieszane z wapnem glony lub trawę. Nie dziwne, że wypatrzenie tak zakamuflowanych struktur z powietrza graniczyło z cudem.

Idziemy dalej w stronę Kanału Mazurskiego. Jeszcze nie wiemy, że został on przez Niemców nie ukończony, toteż dziwi nas stan zaniedbania tego szlaku wodnego - liczne powalone w poprzek drzewa których nikt nie kwapi się aby usunąć, gęste chaszcze po obu stronach wody. Po drodze spotykamy interesującego, starszego Autochtona zbierającego grzyby, który z chęcią (nawet nie proszony) przyłącza się do nas i chwilę którą spacerujemy razem opowiada historię Kanału i okolicznych wsi, nie omieszka też w mało cenzuralnych słowach wypowiedzieć się o panującej obecnie masowej wycince okolicznych lasów. Idąc obok sarkającego starszego człowieka bez specjalnego wysiłku słyszymy hałas pracujących wielu pił mechanicznych i jęki powalanych drzew.

Sam kanał ciągnie się od jeziora Mamry do jeziora Rydzówka a potem dalej do Rosji. Po drodze mijamy jeden z jazów walcowo-ruchowych który miał zapobiegać powodziom - większość elementów stalowych oczywiście została rozkradziona, niemniej struktura nadal robi wrażenie, niemniej nie tak duże jak następujące po nim dwie, ogromne śluzy: Leśniewo Górne (ukończona w 70%) i Leśniewo Dolne (ukończona w 40%). 

Leśniewo Górne jest gigantyczną konstrukcją uwieńczoną charakterystyczną gapą na froncie (a raczej dziurą w betonie w kształcie hitlerowskiej gapy, albowiem sam metalowy symbol nie został nigdy odlany i zawieszony).

Niedaleko drugiej śluzy, nad jeziorem Rydzówka zjadamy grochówkę w przydrożnym barze i drogą Green Velo (na piechotę oczywiście) ruszamy z powrotem do kwatery. W sumie tego dnia wyszło nam ok. 17km marszu. Na szczęście po drodze wszędzie rosły dzikie czereśnie, więc można się było pożywić...

Ponieważ w miejscowości Przystań nie można liczyć na żaden bar, kupiliśmy w sklepie naszych gospodarzy pęto kiełbasy i upiekliśmy ją na ognisku z widokiem na jezioro Mamry. Resztka chleba dostała się wygłodniałej kaczce z kilkorgiem młodych. 

Mało co tak smakuje jak zimne piwo gdy się siedzi dyndając nogami na pomoście nad Mamrami po całym dniu chodzenia w średnio do tego celu przystosowanych butach spd 🙂

GALERIA

Comments are Disabled