Sakwy vol. II dzień 5

07 Lipca 2016r – Stary Gieląd – Przystań

Rano pogoda wcale nie nastraja optymistycznie. Miało być lepiej, jest w kratkę - silny wiatr i ciężkie chmury na horyzoncie. Mimo to pakujemy się i ruszamy. Wory są wodoodporne, a my mamy kurtki. Z początku trochę męczymy się p bezdrożach, ale tam gdzie nie ma gładkiego asfaltu z reguły widoki są najlepsze, więc nie ma co narzekać. Od czasu do czasu trzeba stanąć pod drzewem z parasolem gdy dogoni nas jedna z ołowianych chmur.

Dojeżdżamy do Świętej Lipki i tu nieco się wypogadza. Prawdopodobnie (o zgrozo 😉 ) jesteśmy brani za pielgrzymów których zajechały całe autokary - aż ciężko się przedostać z otorbionym rowerem. Motocykliści, piesi, rowerzyści, matki z dziećmi, duchowni. A dokoła kolorowy jarmark tandety. Złoty blichtr, święte obrazki, figurki na szczęście - kto da więcej?

W opustoszałym sklepie spożywczym kupujemy wodę i czym prędzej czmychamy dalej. Co ciekawe, niedaleko w miejscowości Bezławki napotykamy nie niepokojony przez turystów zamek krzyżacki z końca XIVw. Była to siedziba komornictwa podległego prokuratorowi w Kętrzynie (w kierunku którego jedziemy). Zamek pięknie położony - na górce, pod rozpadającym się murkiem kilka wrastających w ziemię grobów z niemieckimi nazwiskami, oplecionych bujnymi pnączami, zaniedbanych. Cisza i spokój. Fantastyczny kontrast w porównaniu z poprzednim, jarmarcznym miastem.

W pobliżu zamku napotykamy ekipę archeologów prowadzących wykopaliska (obiecaliśmy nie umieszczać zdjęć) - pierwszy raz widzimy naukowców w akcji 🙂 Podobno napotkali jakieś średniowieczne groby. Zamieniamy parę słów i jedziemy w swoją stronę.

Dalej napotykamy gigantyczną farmę szkockiego bydła - może i są hodowane na mięso, ale przynajmniej przed rzeźnią mogą sobie spokojnie połazić po wielkiej łące niczym nie skrępowane. Piękny widok, ciekawe zwierzęta.

Obiad tym razem wypada nam w samym Kętrzynie. Zwiedzamy niewiele bo wszędzie tłumy turystów a z rowerem i worami dosyć nam nieporęcznie, ale cokolwiek z zewnątrz udaje się obfotografować. Szybko się stamtąd zawijamy. Nie po to uciekliśmy z dużego miasta, żeby zaraz wjeżdżać do kolejnego. 

Droga prowadzi nas do kompleksu Gierłoz i siedziby Hitlera. Głównego bunkra nie zwiedzamy bo żądają kasy, ale za to obok w lesie poukrywane są też ciekawe pozostałości działalności niemieckiej i to zupełnie za darmo 🙂 I tak plączemy się między ruinami koszar i innymi gigantycznymi betonowymi zabudowaniami, a opuszczając kompleks powoli zaczynamy się rozglądać za noclegiem. 60 kilometrów w nogach i niestety szału nie ma jeśli chodzi o ofertę agroturystyczną...

Tak dojeżdżamy do miejscowości Przystań, ale przedtem zaliczamy ok. 5km najgorszej drogi z całego wyjazdu...Zero pobocza, caluteńka szerokość wyłożona kocimi łbami. Wory się telepią, tyłki nam się obijają o siodełka - jakby mało już na dziś były wysiedziane, ręce drygają jak w delirce, widok przed oczami skacze tak, że zaczyna boleć głowa - nie wyrabia stabilizacja obrazu w mózgu. Prędkość spada do 8km/h i tak się człowiek wlecze zamiast 15 minut - godzinę. 

Na szczęście po tej próbie charakterów spotyka nas zasłużona nagroda - bardzo sympatyczny nocleg w miejscowości Przystań u przemiłej pary prowadzącej też sklep spożywczy. Mamy cały domek gościnny dla siebie, z osobnym wyjściem na ogród z drzewem wiśniowym, stołem, miejscem na ognisko i widokiem na las, obok sklep ze wszystkim co potrzebne do szczęścia, a do tego 5 minut piechotą od gospodarstwa jest zejście nad jezioro Mamry gdzie można sobie posiedzieć z piwem na pomoście. Do tego wieczorem oglądamy mecz Niemcy-Francja. Żyć nie umierać 🙂

GALERIA

Comments are Disabled